• Wpisów:27
  • Średnio co: 56 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:41
  • Licznik odwiedzin:1 859 / 1577 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Z przykrością stwierdzam, że zawieszam tego bloga na jakiś czas... Nikt nie komentuje od wielu dni... Jest mi bardzo przykro
 

 
Rozdział 15
Meg i Logan wsiedli do samochodu. Gdy zapięli pasy, dziewczyna wskazała na nowo przybyłego chłopaka.
-Kto to jest? - spytał Logan.
-Nowy uczeń, ma na imię Josh.
Chłopak przyglądnął mu się. Z jego miny wynikało, że go nie lubi już od kiedy go zobaczył. Wsadził kluczyki do stacyjki i odpalił samochód. BMW groźnie zaryczało i odjechali ze szkolnego parkingu.
Logan jechał bardzo szybko. Dziewczynę trochę przeraziło jego zachowanie.
-Zwolnij - powiedziała.
On nie odezwał się.
-Zwolnij! - krzyknęła.
On jeszcze bardziej przyspieszył. Meg nie rozumiała, dlaczego tak się wkurzył.
-Zatrzymaj się - powiedziała. - Albo wyskoczę.
Już zaczęła opuszczać szybę. Wiedziała, że jeśli przy takiej prędkości wyskoczy to zginie.
Jednak chłopak zaczął zwalniać i zatrzymał się na poboczu. Meg była przestraszona. Nie wiedziała dlaczego nagle z radosnego chłopaka zmienił się w szaleńca.
-Co ty do cholery robisz?! - krzyknęła dziewczyna. - Chcesz nas zabić?
-Przepraszam - wyjąkał.
-Przepraszam? Głupie przepraszam nie wystarczy. Chyba chciałeś żebyśmy zginęli...
-Ja... nie chciałem...
-Daruj sobie.
Meg wysiadła z samochodu i szła przed siebie. Była daleko od domu. Musiała iść co najmniej pół godziny.
Po pewnym czasie usłyszała jak auto zbliża się do niej. Tylko to nie był Logan. Tylko Josh. Jeździł czerwonym Mercedesem. Widać, że był nowy i dużo kosztował.
-Hej, podwieś cię?
-Nie dzięki, poradzę sobie.
-Na pewno?
-No dobra, przekonałeś mnie.
Meg wsiadła do czystego i dobrze wyposażonego samochodu. Słychać było przyciszoną muzykę.
-Coś się stało, że tak sama wędrujesz na tym pustkowiu?
-Chłopak mnie wkurzył.
-Tak?
-Tak... ale nie chcę o tym gadać.
-Ok, nie nalegam - uśmiechnął się. Jego uśmiech był identyczny jak Logana. - Gdzie mieszkasz?
-Na samym końcu miasta.
Zapadła niezręczna cisza. W końcu dziewczyna zapytała:
-Skąd jesteś?
-Z Nowego Jorku.
-Wow, przyjechałeś do takiego zadupia?
-Tak, miałem dość tego wszystkiego. No wiesz, hałasu, pośpiechu i ludzi.
-Jeju, oddałabym wszystko, żeby mieszkać w Nowym Jorku.
-Może kiedyś cię tam zabiorę - zaśmiał się cicho.-Mieszkasz tu od dziecka?
-Tak, jutro przeprowadzam się do nowego domu. A za 6 dni jest bal.
-Jaki bal?
-Jesienny. Każdego roku nasza szkoła organizuje taki bal. Uczniowie przychodzą wystrojeni, no wiesz dziewczyny w sukienkach, a panowie w garniturach.
-Aaaa fajnie. Idziesz z kimś?
-No tak, z Loganem.
-Aha.
-A przyjdziesz?
-Sam nie wiem...
-Czemu? Będzie fajnie. Poznam cię z moją najlepszą przyjaciółką.
-ok, dzięki za zaproszenie.
-Nie ma za co - uśmiechnęła się. - To tutaj.
Wskazała na stary dom.
-Ok. Dzięki za zaproszenie na bal i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
-Ja też mam taką nadzieję.
Meg wysiadła z samochodu i poszła w stronę drzwi. Nie chciało jej się z nikim gadać, a zwłaszcza z Loganem...


-----------------------------


Witam napisałam już kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Komentujcie, proszę, bo tak to nie ma sensu moje pisanie
 

 
Rozdział 14
Meg miała teraz wf. Musiała iść się przebrać do szatni dla dziewcząt.
Cały czas myślała o Loganie. O tym jak ich przyjaźń się zaczęła. Ale coś jej nie pasowało. Zostali przyjaciółmi za szybko... Najczęściej ludzie poznają się miesiącami, a oni poznali się w 2 tygodnie. Oczywiście, cieszyła się, że ma takiego przyjaciela ( nie no, bądźmy szczerzy: chłopaka, ale jakoś tak za szybko to wszystko się stało.
Tak się zamyśliła, że wpadła na kogoś. Musiała podnieść wysoko wzrok, żeby zobaczyć na kogo wpadła.
Był to zupełnie nieznany jej chłopak. Miał blond włosy, duże brązowe oczy i zauważyła, że ma kolczyk w uchu.
-Przepraszam - powiedział. - Jestem tu nowy. Szukam gabinetu pani dyrektor.
"Zupełnie jak wtedy, gdy przyszedł Logan do szkoły"
-Nie, to ja przepraszam. Gabinet jest na końcu tego korytarza. Jesteś tu nowy?
-Tak. Och, mam na imię Josh, a ty?
-Meg.
-Miło mi cię poznać, Meg - uśmiechnął się szeroko.
Ominął dziewczynę i poszedł we wskazanym kierunku.
Meg była zszokowana. Nawet zauważyła podobieństwo między tym Joshem a Loganem.
Poszła w stronę szatni. Otworzyła drzwi i weszła do szkoły. Ściągnęła torbę z ramienia i zaczęła się przebierać. Po 5 minutach była gotowa i poszła na boisko.
Na zewnątrz świeciło słońce. Było bardzo duszno, czuła, że zbiera się na porządną burzę. Na niebie nie było ani jednej chmurki, lecz na horyzoncie widniały ewidentnie burzowe chmury.
Zobaczyła Anabelle jak robiła rozgrzewkę. Dziewczyna podeszła do niej i przytuliła.
-Cześć.
-Hej. Przepraszam, że się nie odzywałam. Muszę z tobą porozmawiać, w zasadzie coś ci powiedzieć.
-Tak?
-Tak.
Meg opowiedziała całą historię o spotkaniu z Loganem na plaży, o napadzie tych mężczyzn i o nocy w jego domu. Nie wspomniała o porannej kłótni.
-O matko... No to dużo się działo.
-Troszkę.
-Ale nic ci się nie stało?
-Nic.
-A Loganowi?
-Miał tylko rozciętą brew. Słuchaj, dzisiaj na korytarzu jak poszłam do szatni wpadłam na pewnego chłopaka. Jakiś nowy, ma na imię Josh i jest podobny do Logana. Nie wiem w czym, ale ja to widzę.
-Naprawdę? Może to jacyś bracia?
-Nie, myślę, że Logan by mi powiedział.
-A jeżeli nie?
No właśnie, a jeżeli nie? - teraz to pytanie zadawała sobie Meg.
Wf skończył się szybko, ponieważ te burzowe chmury w zastraszającym tempie zbliżały się do Skyhigh. Musiały wrócić do szkoły. Na szczęście zauważyła, że nie ma dziś Mayi na wf. Pani Elaiza pozwoliła wcześniej skończyć lekcje i iść do domu, zanim burza tutaj dotrze. Dziewczyny poszły do szatni. Gdy Meg się przebrała, pożegnała się z Bell i poszła. Na parkingu czekał na nią Logan.
Pobiegła do niego i przytuliła. On odwzajemnił uścisk i powiedział:
-Chodź, zmywamy się stąd.
-Dokąd?
-Zobaczysz.
Dziewczyna domyśliła się, że prawdopodobnie jadą do jego domu.



-----------------------------------------



Dziękuję wszystkim, którzy czytają te moje wypociny i oczywiście komentują dzisiaj napisałam 2 rozdziały mam nadzieję, że kolejne pojawią się w przyszłym tygodniu dziękuję Wam jeszcze raz !
 

 
Rozdział 13
Meg szła bardzo szybko. Nic nie widziała przez łzy. Nie powinna tak zareagować. Było jej głupio, a Logan pewnie się na nią obraził.
Doszła do głównego skrzyżowania. Chciała dostać się na drugą jego stronę, lecz światło dla pieszych paliło się na czerwono. Nic chciała czekać tak długo, więc ruszyła. Gdy była już w połowie przejścia zobaczyła, że z dużą prędkością nadjeżdża ciężarówka z drewnem. Musiała jak najszybciej opuścić to miejsce. Słyszała jak kierowca woła i trąbi. Ona szybko pobiegła na drugą stronę. Usłyszała krzyki i przekleństwa ze strony kierowcy. Ledwo uniknęła śmierci.
Jej twarz wyglądała okropnie. Obfite łzy rozmazały leciutki makijaż. Miała pół godziny na dojście do domu.
Po 20 minutach spokojnego marszu zobaczyła swój bardzo zniszczony dom. No tak! Kompletnie zapomniała! Przecież za 2 dni przenoszą się do nowego domu. A za tydzień jest bal! Dobrze, że Anabelle pożyczyła jej sukienkę.
Po tych rozmyślaniach zauważyła, że stoi pod drzwiami. Tylko,że one były zamknięte, a klucze zgubiła!
Nie wiedziała co robić. Po chwili przypomniała sobie, że pod jej balkonem jest drabinka. Wokół tej drabinki rosną czerwone róże. Postanowiła, że wejdzie po tej drabince. Przynajmniej rodzice jej nie usłyszą.
Podeszła pod swój balkon i zaczęła się wspinać. Nie minęła minuta, a Meg była już na górze. Rodzice zaraz mieli się budzić. Weszła do pokoju. Łóżko było niepościelone. W pomieszczeniu było bardzo duszno, więc otworzyła szeroko drzwi balkonowe. Spojrzała jeszcze raz na pokój. Był pusty. Bardzo pusty.
Poszła do łazienki. Musiała się umyć.
Myślała teraz cały czas o balu. Zadawała sobie pytania: " Czy Logan będzie chciał ze mną pójść na ten bal? I czy Maya po tym zdarzeniu nic nie zrobi Anabelle? "
Włączyła ciepłą wodę, ściągnęła ubranie i weszła pod gorący prysznic. Myła się 15 minut. Miała godzinę do rozpoczęcia lekcji. Ubrała czarne spodnie, granatową koszulkę i żółtą bluzę, która już bardzo wyblakła.
Zeszła na dół o wiele wcześniej niż zwykle. Poczuła zapach smażonych jajek. Zaczęło burczeć jej w brzuchu.
-Dzień dobry - powiedziała.
-Dzień dobry - odpowiedziała mama. - Co ci się stało, że tak wcześnie dziś wstałaś?
-Nie mogłam spać - skłamała. - Co na śniadanie?
-Jajka i bekon. Usmażyć ci tosty i posmarować Nutellą?
-Tak.
Dziewczyna usiadła przy stole.
-Kochanie, wiesz, że za 2 dni przenosimy się do nowego domu?
-Tak, wiem. Już prawie wszystko mam spakowane.
-To dobrze.
Meg szybko zjadła i poleciała na górę po torbę. Kiedy zeszła tata zaproponował jej:
-Odwieść cię do szkoły?
-Tak.
Poszli do samochodu. Oboje wsiedli równocześnie i Robert włączył silnik. Gdy wycofali na drogę, tata zapytał się Meg:
-Kiedy masz ten bal?
-Za tydzień. Na szczęście Bell dała mi jedną ze swoich sukienek.
-To dobrze. A idziesz z kimś?
-Tato, do czego zmierzasz?
-No pytam się, czy jakiś chłopak cię zaprosił?
-Jeżeli tak bardzo chcesz wiedzieć to tak.
-Aha.
Przez resztę drogi do szkoły oboje milczeli. Gdy podjechali pod budynek szkoły, dziewczyna wysiadła i powiedziała:
-Dziękuję za podwiezienie. Pa, tato.
-Pa. Miłego dnia.
Meg obróciła się w stronę budynku i poszła w stronę wejścia. Gdy już była w środku podeszła do swojej szafki i otworzyła ją. Musiała wziąć książki do biologii. Przypomniała sobie, że ma ją z Loganem. Gdy weszła do sali nie zobaczyła go na swoim miejscu. Usiadł obok jej ławki. Podeszła powoli i nie wiedziała co ze sobą zrobić.
-Cześć - zaczął.
-Cześć. Słuchaj, wiem, przepraszam, głupio dzisiaj postąpiłam. A ja się na ciebie obraziłam, ale tak naprawdę nie wiem o co. Powinieneś się do mnie teraz nie odzywać i masz takie prawo, ale...
-Nie mam zamiaru się do ciebie nie odzywać. Ja też zareagowałem nietaktownie.
-Nie, ty się zachowałeś właściwie. Ja natomiast zachowałam się jak samolubna zdzira.
-Ej, nie mów tak. Nie jesteś "samolubną zdzirą".
-Przepraszam...
-Przeprosiny przyjęte - odsłonił w uśmiechu białe zęby.
Na lekcji Meg w ogóle nie mogła się skupić. Cały czas myślała o ich rozmowie. Wiedziała, że przez całą lekcję Logan ją obserwuje. Parę razy też się na niego gapiła.
Gdy dzwonek zadzwonił, spakowali oboje plecaki i poszli do swoich szafek. Po drodze rozmawiali o balu.
-Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o balu...
-Nie, spokojnie. Mam już sukienkę - uśmiechnęła się. A ty co ubierasz?
-Hmmmmmm... Nie mam pojęcia... Mam parę ciuchów w domu, ale musisz mi pomóc coś wybrać. Wiesz, żebym pasował do ciebie.
-Ok. Tylko teraz nie mogę, bo za 2 dni się przeprowadzamy...
-Dobrze. A trzeba w czymś pomóc?
-Nie, poradzimy sobie. Ale dziękuję - spojrzała mu w oczy.
-Nie ma za co.
Musieli się teraz rozejść na swoje lekcje. Przed rozstaniem się Logan chwycił Meg za rękę i popatrzył jej prosto w oczy.
-Pamiętaj, że jak coś będzie się dziać, zawsze, ale to zawsze możesz na mnie polegać.
-Dobrze, dziękuję.
Chłopak lekko pocałował ją w czoło. Każdy poszedł w swoją stronę.
 

 
Dziękuję wszystkim za bardzo miłe komentarze następny rozdział ukaże się najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu, może trochę wcześniej
 

 
KOMENTUJCIE !!!!!!
 

 
Rozdział 12
Meg otworzyła oczy. Obróciła się i spojrzała na śpiącego Logana. Wyglądał tak niewinnie i pięknie. Jego klatka piersiowa opadała i podnosiła się.
Nie chciała go budzić. Cicho wyślizgnęła się spod czarnego koca. Stanęła na zimnych płytkach. Zakręciło jej się w głowie. Musiała z powrotem położyć się na chwilę. Wtedy obudził się Logan.
-Wszystko w porządku?
-Tak.
-Jesteś głodna?
-Troszkę. Ale to może zaczekać. Muszę wrócić do domu zanim rodzice się obudzą.
-Dobrze odwiozę cię.
-Dzięki. Gdzie jest łazienka?
-Tam - wskazał na drzwi naprzeciw łóżka.
-Pójdę wziąć prysznic.
Dziewczyna ruszyła i znów zakręciło jej się w głowie. Czuła, że zaraz się przewróci. Zaczęła upadać. Słyszała tylko krzyk chłopaka



Meg czuła, że leży na czymś miękkim. Czoło miała zimne i mokre. Otworzyła oczy. Zobaczyła obok siebie szklankę wody. Logana nigdzie nie było. Usiadła na łóżku i nasłuchiwała. W końcu zobaczyła jak chłopak wychodzi z łazienki niosąc jej zimny okład. Gdy spojrzał na nią siedzącą podleciał do niej i usiadł przed nią.
-Co się stało? - zapytała dziewczyna.
-Zesłabłaś. Bardzo się przestraszyłem. Lepiej?
-Tak. Przepraszam. Nie wiem co się stało.
-Nic nie mów. Połóż się na chwilę.
-Ale ja muszę jechać do domu...
-Zaraz cię odwiozę.
Logan poszedł do kuchni. Nie miał koszulki. Jego mięśnie były napięte. Gdy wrócił, podał Meg jogurt.
-Zjedz chociaż to.
Wzięła posłusznie kubeczek i zaczęła jeść.
Gdy skończyła odłożyła puste opakowanie. Zaczęła wstawać, ale powstrzymał ją.
-Gdzie idziesz?
-Muszę się umyć.
-Nie, samej cię nie puszczę. Jeszcze coś ci się stanie.
-To co, masz iść ze mną?
-Jeśli będzie taka potrzeba...
-Nie.
-Tak. Nie puszczę cię samej.
-Nie zgadzam się.
-Ok, umówmy się tak, ja nie będę patrzył.
-Wszyscy wiedzą, że będziesz - uśmiechnęła się dziewczyna.
- "Wszyscy" czyli kto?
-Ja.
-To idziesz się myć?
Dziewczyna po długim namyśle powiedziała:
-Dobrze, ale nie możesz się patrzyć.
Pomógł jej wstać i zaprowadził ją do łazienki. Tak jak obiecał odwrócił się, gdy dziewczyna zaczęła ściągać ubranie. Dziewczynie zrobiło się go trochę żal. Stał przy drzwiach taki zgarbiony. Bez koszulki wyglądał niesamowicie.
Dziewczyna cicho wyszła spod prysznica. Powoli podeszła do Logana. On wiedział, że za nim stoi, ale się nie odwrócił. Meg objęła go od tyłu. Wtedy chłopak chwycił ją za dłoń i rysował palce kółka. Wreszcie odwrócił się i objął dziewczynę silnymi ramionami. Stali tak kilka minut, aż chłopak zapytał:
-Nie idziesz się myć?
-Bez ciebie nie idę - popatrzyła na niego.
On powiedział:
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Czemu?
-Nie wiem. Po prostu tak sądzę...
Logan puścił Meg i wyszedł.
Nie wiedziała o co chodzi. Wyłączyła wodę i ubrała się.
Wyszła z łazienki, ubrała buty i poszła w stronę wyjścia. Chłopak zatrzymał ja w ostatnim momencie.
-Odwiozę cię.
-Nie, poradzę sobie.
-Czemu jesteś zła? Że nie poszedłem z tobą pod prysznic?
-Nie, nie jestem na ciebie zła. Po prostu musze wrócić do domu.
-I ja mam ci uwierzyć?
-To już twoja sprawa.
Dziewczyna odepchnęła go i wyszła z domu. Wiedział, że jej już nie zatrzyma.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 11
Obudziła się na plaży. Nad nią klęczał Logan. Gdy zobaczył, że otwiera oczy przytulił ją do siebie i podniósł.
-Nic ci się nie stało? - spytał.
-Boli mnie głowa, ale przejdzie. Co się stało?
-Jeden z bandziorów chwycił cię za włosy i rzucił o piasek.
-Masz rozciętą brew.
-To nic takiego. Chodź, zawiozę cię do mojego domu.
Meg nigdy nie była u niego. Nawet nie wiedziała, gdzie mieszka.
Pomógł jej wstać. Wziął ją na ręce. W jego ramionach dziewczyna czuła się bezpiecznie. Wiedziała, że przy nim nic jej nie grozi.
Usadowił ją na miejscu pasażera i zapiął pasy. Wsiadł od strony kierowcy i ruszył.
-Gdzie ty mieszkasz? - spytała zaciekawiona.
-Zobaczysz - uśmiechnął się blado.
Widać było, że jest zmęczony. Nie pytała o nic więcej.
Zobaczyła, że kierują się na drugi koniec miasta. Mały domek stał na dużym polu. Wyglądał przytulnie.
-Mieszkasz sam?
-Tak - odparł.
Zaparkował przed budynkiem i wysiadł z auta. Wziął na ręce Meg i wszedł do domu.
Jej oczom ukazał się nowocześnie urządzone mieszkanie z kominkiem i dużym telewizorem. Nie była przyzwyczajona do takich wygód.
Usadowił ją na skórzanej sofie. Poszedł do kuchni i przyniósł wodę i opatrunki. Obmył niewielkie rany i założył plastry. Po chwili Mego powiedziała:
-Daj mi to.
Wzięła od niego ściereczkę i obmyła mu krew z brwi. Delikatnie przykleiła plaster.
-Dziękuję - powiedział patrząc jej prosto w oczy.
-Nie, to ja dziękuję.
Ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Jej usta były coraz bliżej jego ust. On pocałował ją delikatnie, jakby była z cienkiej porcelany.
Popatrzyli na siebie i powiedział:
-Chodź, zaniosę cię do sypialni.
Sypialnia była przestronna. Było w niej duże łóżko i fortepian.
-Grasz na fortepianie? - spytała.
-Czasami.
-Zagra mi coś...
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
-Proszę.
-Dobrze.
Posadziła ją na łóżku, ona położyła się i obróciła w stronę instrumentu.
Logan zaczął grać piękną melodię, przy której Meg szybko zasnęła...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 10
Meg popatrzyła na zegarek. Dochodziła dwunasta. Cieszyła się, że ma możliwość spotkać się z Loganem. Chciała mu to wszystko wytłumaczyć.
Ubrała bluzę i kurtkę przeciwdeszczową. Otworzyła cicho drzwi swojego pokoju i wyjrzała na korytarz. Nikogo na szczęście nie było. Zeszła po schodach i założyła trampki. Musiała wziąć klucz, żeby dostać się później do domu.
Otworzyła garaż, wsiadła na rower i pojechała.
Po jakichś 15 minutach dojechała na miejsce. Nie było nikogo, więc poszła zobaczyć na plażę. W oddali stał Logan. Patrzył na spokojne morze. Jego włosy były rozczochrane.
Podeszła do niego i stanęła obok.
-Piękny widok - powiedziała.
-Przyszłaś - uśmiechnął się szeroko i przytulił ją do siebie. Tego się nie spodziewała.
-Oczywiście, że przyszłam. Muszę ci coś powiedzieć.
-Ja też. Ale ty pierwsza.
-Dobrze... Pewnie... zastanawiasz się czemu cię unikałam. I chciałam cię za to przeprosić. Nie miałam wyboru.
-Jak to nie miałaś wyboru? - spojrzał na nią pytająco.
-Pewnego dnia Maya złapała mnie na korytarzu i zagroziła, że jeżeli nie zerwę z tobą kontaktu coś złego przytrafi się Anabelle...
-Że co !?
-Musiałam tak zrobić, przepraszam. Jeżeli jesteś na mnie zły, zrozumiem.
-Nie, nie jestem na ciebie zły... Tylko, że... ja nawet ich nie znam, a one mówią takie rzeczy? My się nawet nie przyjaźnimy...
-Właśnie wiem... Przepraszam.
-Nie przejmuj się nimi. Pomogę ci jakoś.
-Nie możesz mi pomóc. Jak cię zobaczą przy mnie, coś stanie się Anabelle. Muszę mieć na niej oko .
-Nie martw się, damy radę.
-Dziękuję. A ty, co chciałeś mi powiedzieć.
-No więc zbliża się bal szkolny... - złapał się za szyję - i chciałem cię na niego zaprosić.
"Nie wierzę" - pomyślała. - "Najprzystojniejszy chłopak w szkole zaprosił mnie na bal".
-Z przyjemnością - odparła z uśmiechem.
Nagle usłyszeli jakieś krzyki. Dochodziły z oddali, ale ktoś się do nich zbliżał. Zobaczyła 3 postacie wędrujące chwiejnie ku nim. Byli to pijani mężczyźni. Mieli na sobie skórzane kurtki i czarne spodnie. W rękach mieli piwo.
Podeszli bliżej, a Logan stanął przed Meg.
-Co tam za ślicznotkę trzymasz za swoimi plecami?
-Nie wasza sprawa. Odejdźcie.
-Bo co?
Logan kopnął jednego z nich mocno w brzuch, a ten upadł na kolana i jęknął. Drugi zaatakował go, ale wybronił się, uderzając drewniany kijem wyrzuconym na brzeg o głowę przeciwnika. Ale ten szybko wstał.
-Uciekaj! - krzyknął.
Dziewczyna zaczęła uciekać, lecz poczuła, że ktoś trzyma ją za włosy. Jęknęła głośno, a ten rzucił nią o piasek i podniósł. Logan krzyczał coś, ale Meg nic nie słyszała. Jej powieki zamykały się. Zobaczyła tylko niebieskie światło i zamknęła oczy...
  • awatar Anonim Writer :): @flighty cat: OOO DZIĘKUJE ♥ NA PEWNO WPADNĘ I ZAOBSERWUJĘ :)
  • awatar flighty cat: Przeczytałam tylko ten rozdział, nie wiem o co chodzi, ale podoba mi się jak piszesz. Obiecuję, że nadrobię zaległości ;). Zapraszam do mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
no tak... widać, że na razie żadnych komentarzy pod rozdziałem 9... nie wiem czy to jest sens pisać, jak nikt nie komentuje (czyli nie czyta )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chyba wam się nie podobał rozdział 9 nie dodaję kolejnych bo nie mam czasu na razie ale postaram się w weekend
 

 
Rozdział 9
Obudził ją zgrzyt otwieranych drzwi. Zobaczyła, że do pokoju weszła Anabelle.
-Cześć śpiochu.
-Która godzina?
-16.
-Bell, proszę cię usiądź - Meg wskazała miejsce na łóżku obok niej.
-Ok. Coś się stało?
-W zasadzie to tak. Muszę ci coś powiedzieć. Dzisiaj przed biologią złapały mnie Maya i jej koleżanki. Zaczęły mi grozić, że jak nie przestanę się spotykać z Loganem to coś ci zrobią.
-Co? Jakim prawem w ogóle śmiały ci grozić?
-Takim, że jestem zerem w tej szkole. Mam dwóch przyjaciół: ciebie i Logan. Chociaż on pewnie nie będzie chciał ze mną gadać. Proszę cię, uważaj na siebie. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby stało ci się coś z mojego powodu. Moja mama odwiezie cię o domu. Nie możesz teraz być sama.
-Nie martw się o mnie. Ale z niej świnia... - obie dziewczyny popatrzyły na siebie i roześmiały się. - Tylko proszę cię, nie zrywaj kontaktu z Loganem. To fajny chłopak i pewnie szykuje się coś więcej niż tylko przyjaźń.
-Dobrze, pogadam z nim, muszę mu to wszystko wytłumaczyć. Oglądniemy jakiś film?
-Nie, przyszłam ci pomóc się pakować.
-Aż tak chcesz się mnie pozbyć?-zaśmiała się.
-Oczywiście - wyszczerzyła już coraz prostsze zęby.
Zaczęły układać ubrania w pudełkach. Później zabrały się za stare książki.
-Dobra, na dziś wystarczy - powiedziała Meg. - Chodź, napijemy się lemoniady.
Dziewczyny zeszły na dół do kuchni. Nalały do szklanek napój i usiadły.
-Mamo, spakowałam już dużo rzeczy. Zostały mi tylko figurki i takie drobnostki.
-To super. Widzę, że Ananelle ci pomagała.
-No, bez niej bym sobie nie poradziła.
-Dziękuję, Anabelle - powiedziała mama.
-Nie ma za co - uśmiechnęła się.
-Mamo, może odwieziesz ją do domu?
-No pewnie, nie ma problemu.
Dziewczyny popędziły do starego Volvo i włączyły głośno muzykę.
Mama wsiadła do samochodu i popatrzyła na dziewczyny.
-No co? - powiedziały obie równocześnie i wybuchły śmiechem.
W czasie drogi rozmawiały o nadchodzącym balu.
-Bell pożyczyła mi taką śliczną sukienkę na potańcówkę - poinformowała mamę Meg.
-Świetnie. Pokażesz mi ją?
-Pewnie. Właśnie przy okazji ją odbierzemy od Anabelle.
Gdy zaparkowały w ogródku Meg poszła po sukienkę.
-Dziękuję, że mi pomogłaś.
-Nie ma sprawy, od tego są przyjaciółki - uścisnęła ją na pożegnanie.
-Pa. Zamknij drzwi na klucz.
-Dobrze, MAMO - dziewczyna uśmiechnęła się. - Do zobaczenia w szkole.
Meg pomachała jej. Wsiadła do auta i pokazała sukienkę mamie.
-Śliczna. Do twarzy ci w tym kolorze.
-Wiem.
Jechały w milczeniu do domu. Gdy już dojechały, mama zaparkowała, a Meg poleciała na górę do swojego pokoju. Odwiesiła sukienkę i zobaczyła, że na podłodze jest jakaś zwinięta karteczka z malutką różą w środku.
"Spotkajmy się na plaży o 23. Będę czekał przy wejściu"
LOGAN.
Miała okazję mu to wszystko wytłumaczyć. Ucieszyła się, ale bała się jak to przyjmie.
 

 
KOMENTUJCIE !!!!!!!!!!!!!!
♥♥♥♥♥♥♥
 

 
Rozdział 8
Zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję. Meg była z jednej strony przerażona groźbą Mayi, a z drugiej wściekła, że w ogóle mogła jej grozić.
Poszła do klasy na biologię. Jak się okazał miała ją z Loganem.Na szczęście rozmawiał z kolegą, więc przeszła niezauważalnie. Musiała z tym skończyć. Nie będzie ryzykowała zdrowia, a może i życia Anabelle dla jakiegoś chłopaka. Tylko, że Logan nie był dla niej "jakiś".
Usiadła na miejscu i otworzyła podręczniki. Wszedł nauczyciel i wyprostowała się. Czuła spojrzenie chłopaka, ale się nie odwróciła. Udawała, że czyta i uważnie słucha pana Smitha, który tłumaczył gdzie jaki nerw się znajduje. Nie chciała zwracać jego uwagi.
Lekcja minęła szybko, ale najgorsze było to, że teraz miała jechać z Loganem na plażę pogadać. Musiała go unikać, chociaż przez pewien czas.
Podeszła do szafki, włożyła wszystkie książki i zamknęła ją. Zobaczyła jak podbiega do niej Logan i objął ją swoimi ramionami tak, że nie mogła się wydostać. A jak zaraz pojawi się Maya i to zobaczy?
-Gotowa?
-Niestety nie mogę z tobą jechać.
-Dlaczego?
-Muszę się pakować. Na razie.
Pobiegła do drzwi wyjściowych. Słyszała, że Logan krzyczy, ale się nie odwróciła.
Nie miała siły. Czuła się bardzo źle. Dość, że musiała chronić Anabelle to jeszcze musiała zerwać kontakt z najbliższym kolegą.
Łzy płynęły jej po policzkach. Musiała iść do domu na piechotę. Obraz zamazywał jej się od płaczu. Mama nie mogła zobaczyć jej w takim stanie, bo zaraz zaczęłyby się pytania "co się stało?", "kto ci coś zrobił?". Musiała tego uniknąć.
Wytarła twarz chusteczką i weszła na ganek. Obejrzała się w szybie, ale nie zobaczyła oznaków płaczu.
-Mamo, jestem!
-Dobrze, właśnie zrobiłam obiad - powiedziała mama, wychylając się z kuchni.
-Co jest?
-Naleśniki z bitą śmietaną i truskawkami.
-Mmmmm pycha !!!
-Umyj ręce i siadaj.
-OK.
Meg szybko zjadła i pobiegła do swojego pokoju. Zobaczyła tam stosy pudełek, do których miała zapakować ubrania i inne rzeczy.
Zaczęła od szafki, gdzie miała letnie ubrania. Lecz po przebraniu kilku ciuchów stwierdziła, że nie chce jej się tego robić. Otworzyła okno i zobaczyła kogoś pod drzewem. Tylko nie mogła zidentyfikować kto to jest. Obróciła się, żeby spojrzeć która godzina, lecz gdy z powrotem spojrzała w to miejsce, nikogo tam nie było.
Włączyła swojego laptopa. Spodziewała się, że Logan do niej napisze.
Logan:Co jest? Czemu wybiegłaś ze szkoły.
Meg:Mówiłam ci, że muszę się pakować.
Logan:Nie wierzę ci. Powiedz mi o co chodzi. Zrobiłem coś nie tak?
Meg:Nie, muszę kończyć. Na razie.
Wyłączyła go i położyła się na łóżku. Włączyła swojego iPoda i zasnęła...
  • awatar Anonim Writer :): @gość: dziękuję :) dzisiaj dodaję kolejny :)
  • awatar Gość: Świetne. Przeczytałam od początku i bardzo mi się podoba :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
przepraszam, obiecałam, że dodam kolejny rozdział, ale tak jakos wyszło..... jutro na pewno dodam
 

 
Kolejny rozdział pojawi się jutro
 

 
Uff nareszcie 7 rozdział dostał się do kolekcji komentujcie ( tylko szczerze ) przepraszam, że wczoraj go nie dodałam ale nie miałam czasu
 

 
Rozdział 7
Meg obudziła się. Promienie słońca oświetlały jej stary pokój. "Już niedługo będę mieć nowy" - pomyślała - "Urządzę sobie jak będę chciała".
Po wczorajszych przeżyciach miała dość. Do tego cały czas myślała o Loganie.
Spojrzała na zegar. Wskazywał 6:30. "Fajnie, zdążę się umyć".
Poszła do łazienki i weszła pod prysznic. Ciepła woda rozluźniła ją i poczuła się jak w raju. Umyła włosy i ciało brzoskwiniowym żelem i zakręciła wodę. Owinęła się czystym, białym ręcznikiem i zaczęła suszyć głowę. Gdy była już całkiem sucha rozczesała swoje gęste, blond włosy.
Wybiegła z łazienki i wpadła na mamę.
-Dzień dobry, kochanie. Czemu tak późno wróciłaś od Anabelle?
-Zasiedziałam się, przepraszam. Powinnam zadzwonić.
-Nic się nie stało. Dzisiaj zaczynamy się pakować.
-Już?
-Tak. Dużo tego jest...
-Dobrze.
Nie chcąc dłużej rozmawiać z mamą pobiegła do pokoju i spojrzała na zegarek. Miała pół godziny!!!
Wybrała dżinsy, sprany podkoszulek i czerwoną bluzę. Założyła swoje Conversy.
Chwyciła w biegu torbę i zeszła szybko po schodach.
-Pa mamo!!!
-Meg, a śniadanie?
-Zjem w szkole, bo się spóźnię...
Wybiegła na zewnątrz i po przeciwnej stronie ulicy zobaczyła czarne BMW - auto Logana. Opuścił szybę.
-Wskakuj!
Podbiegła do auta i wsiadła.
-Ratujesz mi po raz setny życie - uśmiechnęła się.
-Ach tam, nie przesadzajmy - powiedział i spojrzał na nią smutno. - Jak po wczorajszym?
-W miarę dobrze. Nie mogłam przestać o tym myśleć... Ale to już jest nieważne... Jedź bo się jeszcze spóźnimy.
-Taaaaak jeeeest !!!!
Ruszył z piskiem opon. Dziewczyna zapięła pasy i usiadła prosto. Włączył jakąś krejzolską muzykę.
-Co to za zespół?
-The Board.
-Fajny...
-No wiem - zaśmiał się.
Ani się obejrzała a byli w szkole. Czas z Loganem tak szybko biegł...
Zaparkowali na wolnym miejscu i wysiedli. Przed drzwiami stała Maya i jej świta.
"O nie, tylko nie to"
Logan popatrzył na Meg i chwycił ja za rękę.
-Nie martw się, przebrniemy przez to.
Nie spodziewała się tego.
-Spotykasz się z ta świruską? - krzyknęła Maya.
Logan zignorował to i lekko pociągnął Meg do budynku szkoły. Widziała z jaką pogardą dziewczyny spoglądają na nią.
Doszli do szafki dziewczyny.
-Dziękuję, że mi pomogłeś.
-Nie ma za co - uśmiechnął się. - Nie zapomnij o dzisiejszym spotkaniu na plaży. Będę czekać na ciebie tutaj.
-Dobrze. Do zobaczenia.
-Na razie. Nie daj się - przybił jej żółwika.
Na pierwszej lekcji miała historię. Między innymi z Mayą.
Weszła do klasy i ktoś rzucił w nią papierową kulką. Podniosła ją i rozwinęła. Było na niej napisane "LUZERKA!!!!!!"
Usiadła jak najdalej od dziewczyn. Przez całą lekcję nie mogła przestać o tym myśleć.
Gdy zadzwonił dzwonek, szybko się spakowała i wyszła z klasy.
Szła gdy nagle ktoś ją pociągnął do tyłu. Myślała, że to Logan, lecz ujrzała twarz Mayi.
-Co ty odwalasz? Myślisz, że jesteś fajna?
-Nie...ale...
-Co ale? Czemu z nim się spotykasz?
-Nie spotykam się...
-Myślisz, że nie widzę? Uważasz mnie za idiotkę? Lepiej z tym skończ, bo coś przykrego może się stać twojej przyjaciółce.
Spojrzała na Meg i poszła w swoją stronę...
 

 
Dopisałam jeszcze końcówkę do rozdziału 6 rozdział 7 prawdopodobnie pojawi się dzisiaj.
 

 
Rozdział 6
Meg szła bardzo powoli. Miała dość. Jeszcze była dość daleko od domu.
Właśnie zatrzymała się, żeby zawiązać sznurówkę w trampkach gdy nagle pojawiły się jakieś światła. "To pewnie samochód jedzie". I miała rację. Tylko, że w tym samochodzie siedziały jakieś nieznane typki. Nigdy ich na oczy nie widziała. Auto zwolniło i zatrzymało się obok niej. Ktoś opuścił szybę i zawołał:
-Wskakuj mała, podwieziemy cię.
-Nie.
-Czemu? Nic ci się z nami nie stanie.
Dziewczyna zaczęła szybko iść. Lecz nieznajomi dogonili ją i zatarasowali drogę ucieczki. Jakiś wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna chwycił ją za płaszcz i pociągnął do pojazdu. Próbowała się wyrwać, ale jej się nie udało.
Nagle pojawiły się kolejne światła. Rozpoznała, kogo to jest auto. To był Logan. Wysiadł szybko z auta i załatwił dwóch gości. Ten co trzymał dziewczynę wyciągnął nóż i przyłożył jej do gardła.
-Lepiej się do niej nie zbliżaj - powiedział mężczyzna.
-Logan, uciekaj stąd.
-Nie zostawię cię...
-Tylko, że ona przez ciebie, chłoptasiu może zginąć. Ale jak chcesz....
Meg nawet nie zauważyła kiedy, a Logan znalazł się tuż przy niej. Chwycił rękę mężczyzny i wygiął. Ten zawył z bólu i puścił dziewczynę.
Chłopak zaczął się z nim bić. Lecz on był szybszy niż ten gburowaty wielkolud. Gdy już stracił przytomność, Logan popatrzył na Meg.
Cała się trzęsła, łzy płynęły jej po policzkach i zaczęła osuwać się na ziemię. Chłopak podszedł do niej, objął ją i przytulił do siebie. Dziewczyna nie mogła przestać płakać...
-Ćśśśśś... spokojnie. Już wszystko jest dobrze.
-Gdyby nie ty, to by mnie porwali.
-Ale na szczęście zdążyłem w samą porę.
-Dziękuję ci. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Każdy by tak postąpił na moim miejscu.
-Właśnie, że nie każdy.
Zaważyła, że jego ręce są całe czerwone od krwi.
-Spokojnie, to ich krew. Chodź, odwiozę cię do domu.
Okrył ją swoją kurtką, wziął na ręce i położył na siedzeniu. Wsiadł za kierownicą i ruszył.
-Był tam ktoś, kogo znałaś? - zapytał.
-Nie, nikogo nie rozpoznałam.
-Trzeba to zgłosić na policję.
-Nie... proszę, mama będzie się denerwować. Nie chcę ich martwić...
-Dobrze, jak chcesz. Tylko żebyś tego później nie żałowała.
Jechali całą drogę w milczeniu. Gdy pojawił się zarys domu Meg, powiedziała:
-Nie będziesz mnie tu już przywozić...
-Co to znaczy? - spojrzał na nią.
-Przeprowadzam się...
-Co ?
-Ale na drugi koniec miasteczka....
-Musisz mnie tak straszyć? - uśmiechnął się lekko.
Podjechali pod dom. Meg odpięła pasy, oddała mu kurtkę i powiedziała:
-Dziękuję.
-Nie ma za co.
-Właśnie, że jest. Nie zapomnę ci tego do końca życia.
Dziewczyna wysiadła z samochodu i poszła do domu. Gdy zobaczyła przez okno, nie było go już.
Szybko przeszła do swojego pokoju, żeby nie spotkać mamy i nie tłumaczyć się jej. Ściągnęła rzeczy i włożyła do kosza na pranie. Położyła się, otuliła szczelnie kołdrą i zasnęła głęboko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przepraszam, kolejny rozdział miał być wczoraj, ale plany się zmieniły....
Dodaję dzisiaj jeszcze jeden, a kolejny pojawi się dopiero w przyszłym tygodniu
 

 
Mam prośbę do tych, którzy czytają mojego "bloga". Zostawiajcie jakiś ślad po sobie, bo pisanie samemu sobie nic nie daje ... Dziękuję



Następny rozdział pojawi się dziś wieczorem
 

 
Rozdział 5
-Mamo! Już jestem! - Meg krzyknęła i poszła do kuchni.
-Zaraz zejdę. Obiad jest w lodówce.
Otworzyła ją i zobaczyła krewetki.
"Fuj" - pomyślała. Wzięła jogurt, dosypała do niego płatków i usiadła.
-Jak tam było w szkole? - głos mamy wyrwał ją z zamyślenia. Cały czas miała w głowie obraz tego chłopaka.
-Źle nie było...
-Jeju, co ci się stało z płaszczem?
"Kurcze, zapomniałam go schować..."
-Mamo, to moja wina. No bo mieliśmy dzisiaj zajęcia plastyczne i przez przypadek wylałam farbę. Przepraszam.
-Nic się nie stało. Zaraz to wypiorę. Tylko na następny raz uważaj.
-Dziękuję - dziewczyna uśmiechnęła się do mamy. - A co to za ważna sprawa, o której chciałaś ze mną porozmawiać?
-Miałam powiedzieć ci to z tatą, ale skoro nalegasz... Kupujemy nowy dom.
-Co? Gdzie? Dlaczego?
-Nie bój się, będziemy dalej mieszkać w Skyhigh, tylko na drugim końcu miasta. Sama zresztą widzisz, że ten dom jest w bardzo kiepskim stanie. Nie opłaca się go remontować, więc kupujemy nowy.
Kamień spadł jej z serca... Ale mama miała rację. Ściany były popękane, odpadała od nich farba, podłoga była nierówna, a w piwnicy zaczął pojawiać się grzyb.
-Kiedy się przenosimy?
-Za miesiąc.
Dziewczynę trochę "zamurowało". Jej rodzice nie byli zbyt zamężni, a kupują nową działkę z nowym domem. Nie spodziewała się tego.
-Pójdę do swojego pokoju odrobić lekcje.
Gdy wyszła na górę po skrzypiących i bardzo starych schodach, odpaliła swój laptop. Zobaczyła wiadomość od Logana.
Logan: Wszystko OK? Mama nie była zła?
Meg: Nie Nawet o ten płaszcz się nie wściekała.
Logan: To dobrze możemy się spotkać?
Meg: Kiedy?
Logan: Może jutro po szkole? Pojedziemy na plażę...
Meg: OK
Logan: Do zobaczenia
Meg: Pa...
Kolejna wiadomość przyszła od Anabelle
Anabelle: Co ubierasz na bal?
O kurcze, dziewczyna na śmierć zapomniała o balu.
Meg: Kompletnie o tym zapomniałam...
Anabelle: To przyjedź do mnie.
Meg: OK, będę za 15 minut.
Wzięła swoją ulubioną torebkę z szafy i zeszła na dół.
-Mamo, idę do Anabelle.
-Dobrze, tylko wróć przed dziewiątą.
-OK.
Wyszła na dwór. Była piękna pogoda, więc postanowiła, że się przejdzie.
***
Po piętnastu minutach marszu zobaczyła dom ciotki Bell. Otworzyła bramkę i weszła na trawnik.
Nagle poczuła, że coś owija się wokół jej stóp. Oczywiście był to Harry - rudy kot o intensywnie zielonych oczach. Wzięła go na ręce i zadzwoniła do drzwi. Po kilku sekundach przyjaciółka otworzyła jej drzwi.
-Wszędzie go szukałam - uśmiechnęła się - Wejdź.
-Dzięki.
Meg bardzo dobrze znała drogę do pokoju koleżanki. Podobał jej się. Był uroczy: ściany o kolorze delikatnego różu, meble miały biały odcień, a dodatki fioletowe.
Wskoczyła na wygodne łózko i poklepała miejsce obok niej, żeby Anabelle usiadła.
-No więc tak, znalazłam kilka sukienek, zobacz sobie, powiesiłam je w łazience.
Dziewczyna wstała i poszła do łazienki. tych kilku wybrała satynową w kolorze szmaragdowym, ponad kolano z ozdobnymi rubinami wokół szyi. Do tego czarne sandałki na szpilce.
Gdy to przymierzyła usłyszała:
-Jejciu, wyglądasz... pięknie!!!!
-Dziękuję. A gdzie twoja sukienka.
Wskazała na delikatnie różową sukienkę na ramiączkach z ozdobnym paskiem, a obok niej stały brązowe sandałki na niedużym obcasie.
-Przymierz ją - powiedziała Meg.
Przyjaciółka poszła do łazienki. Po kilku minutach wróciła...
-Wyglądasz bosko !!!!
-Naprawdę?
-To pewnie. Idealna sukienka dla ciebie.
Przebrały się i Meg zaczęła:
-Przeprowadzam się...
-Co ???
-Nie bój się. Będę dalej tutaj mieszkać tylko na drugim końcu miasteczka.
-Uffff, nie strasz mnie tak..
-Przepraszam.
-Kiedy się przeprowadzasz?
-Za miesiąc...
-Możesz liczyć na moją pomoc
-Dziękuję, jesteś kochana - zerknęła przez okno. Nie spodziewała się, że tak szybko zrobi się ciemno. - Muszę już iść...
-Szkoda.
-Do zobaczenia jutro. Dziękuję za tą sukienkę.
-Nie ma za co. Pa kochana - cmoknęła ją w policzek.
Odprowadziła ją do wyjścia. Gdy została sama przestraszyła się. Było już tak ciemno a musiała wracać sama na nogach do domu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 4
Kiedy wbiegła na boisko, wszyscy obracali się i śmiali się z niej. Lecz Meg starała się nie zwracać na to uwagi i zaczęła biec dalej. Na szczęście lekcja dobiegła końca. Poszła do szatni, przebrała się i wyszła. Nie chciała ich spotkać...
Weszła na parking. Zobaczyła szyderczo uśmiechniętą Mayę. Nagle poczuła, że coś spływa jej po plecach. Obróciła się i zobaczyła niebieską farbę na płaszczu. Przeraziła się i popatrzyła na cheerleaderkę.
-Czemu mi to robisz? Co ja ci takiego zrobiłam?
-Teoretycznie to nic mi takiego nie zrobiłaś... Tylko, że - zaśmiała się - ten chłopak nie jest dla ciebie.
"No tak, musiała mnie widzieć jak z nim rozmawiałam" - pomyślała.
Czuła, że łzy płyną jej po policzkach. Zobaczyła stojącego przy swoim czarnym BMW chłopaka, którego spotkała na korytarzu. Pewnie widział to całe zajście.
Przyglądał się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Widziała trochę współczucia, przeprosin i złości ( ale nie na nią tylko na Mayę ).
Chciała jak najszybciej oddalić się z tego miejsca. Zaczęła biec. Czuła spojrzenia wszystkich zgromadzonych na parkingu.
Przebiegła kilkadziesiąt metrów. Zobaczyła, że obok niej jedzie auto, którym kieruje niebieskooki przystojniak. Zatrzymała się, a on wysiadł z samochodu. Musiała ściągnąć ochlapany płaszcz, a on dał jej swoją kurtkę. Pachniała miętą i cynamonem.
-Nic ci nie jest?
-Oprócz tego, że zostałam upokorzona na oczach wszystkich uczniów to nic. Czuje się po prostu świetnie - otarła łzy lekko zarumienionych policzków. - A poza tym słyszałeś co powiedziała Maya. Mam cię zostawić w spokoju.
-Ale to ja będę decydować z kim chce się przyjaźnić, a nie ona... - powiedział spokojnym, lecz stanowczym tonem. - Chodź, odwiozę cię do domu.
-Nie musisz. Chyba nie będziesz się przejmował nielubianą i niezbyt bogatą dziewczyną, co?
-Nie mów tak... Nie jestem jakimś tyranem. A poza tym chcę cię odwieść.
Ich oczy spotkały się na chwilę.
-Wsiadaj.
Otworzył jej drzwi.
-Poradzę sobie. Jak nie chcesz mnie odwozić to tylko powiedz, a wysiądę.
-Nie wygłupiaj się. Wybacz nie przedstawiłem się. Jestem Logan. Logan Inegmes.
-Miło mi, jestem Meg Nicker.
-Mnie również - spojrzał na nią z ukosa. - To gdzie jedziemy moja panno?
-Mógłbyś mnie zawieść na plażę?
-Oczywiście.
-No to jedźmy.
Ruszyli i jechali przez całą drogę w milczeniu. Gdy dojechali na miejsce, wysiedli.
-To jest trochę dziwne - powiedziała Meg.
-Co jest dziwne?
-Że jestem tu z tobą, choć praktycznie wcale cię nie znam.
Odpowiedział jej szczerym uśmiechem. Zeszli po schodkach na piasek i usiedli.
-Dziękuję, że poświęciłeś mi swój wolny czas całkiem nieznanej osobie.
-Cała przyjemność po mojej stronie. - zaraz jego wyraz twarzy się zmienił. Zobaczyła smutek w jego oczach. - Dlaczego te dziewczyny tak się na ciebie uwzięły?
-Bo myślą, że jak są bogate i popularne to są lepsze ode mnie. Zaczęłam się już przyzwyczajać.
-Przykro mi, nie powinny cię tak traktować.
-Dziękuję za te miłe słowa.
Meg otuliła się szczelniej kurtką. Nie spodziewała się, że będzie tak zimno.
-Możemy juz wracać?
-Pewnie,
Podnieśli się, otrzepali i ruszyli do samochodu. Wsiedli i ruszyli do domu Meg.
-Gdzie mieszkasz?
-Tam, pomiędzy tymi dwoma domami - wskazała palcem.
-Daleko masz do szkoły.
-Przywykłam.
Dojechali na miejsce.
-Jeszcze raz ci dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Zamarzłabyś... - uśmiechnął się - Nie ma za co
-Wejdziesz?
-Nie mam jeszcze dużo spraw do załatwienia. Może kiedy indziej.
-Trzymam cię za słowo. No to do zobaczenia w szkole.
-Do zobaczenia.
Wyskoczyła z auta, pomachała mu i weszła do środka. Gdy spojrzała przez okno, na podjeździe nie było go...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 3
Meg bardzo się dłużyły lekcje. Miała teraz wf. Biegła piąte okrążenie, gdy nagle poczuła na twarzy coś lepkiego i wodnistego. Było to błoto. Usłyszała stłumiony chichot. Zobaczyła kapitana cheerleaderek - Mayę, a razem z nią jej "świtę".
Wybuchły śmiechem i wszyscy podeszli zobaczyć z czego tak rechoczą. Gdy ją zobaczyli upaćkaną tą ohydną mazią, sami zwijali się ze śmiechu.Meg zrobiło się słabo. Czuła się upokorzona jak Anabelle dwa lata wcześniej. Tylko ją oblali sokiem pomidorowym zmieszanym z mlekiem.
Poleciała szybko do łazienki. Zamknęła się w jednej z kabin i zaczęła płakać. Miała tego dość. "Nie poddam się"-pomyślała. Wyszła i obmyła twarz.
Szła z powrotem na boisko. Nagle na korytarzu zobaczyła chłopaka z niebieskimi oczami, brązowymi włosami i śnieżnobiałymi, prostymi zębami. Był ubrany w skórzaną kurtkę, granatowy T-shirt i dżinsy. Na nogach miał Conversy - takie jak ona. Zauważyła, że idzie w jej kierunku. Serce jej przyspieszyło.
-Cześć - przywitał się - jestem tu nowy. Powiesz mi gdzie jest gabinet dyrektora? No wiesz, muszę się "zameldować"- zasalutował i uśmiechnął się szeroko.
-Jasne. Do końca korytarza i drzwi po prawej.
-Dziękuję. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
-Nie ma za co. Ja też mam taką nadzieję.
Młody mężczyzna obdarzył ją uśmiechem. Zarumieniła się i każdy powędrował w swoją stronę...
 

 
Rozdział 2
Dziewczyna smacznie spała. Nagle zaczął dzwonić budzik. Wrzasnęła, rzuciła nim o ścianę i położyła się z powrotem.
-Wstawaj, natychmiast!!! - wrzasnęła mama.
Nie mogąc tego znieść, szybko wstała i podeszła do szafy. "Co by tu ubrać" - pomyślała. Wybrała czarny T-shirt i dżinsy. Założyła swoje czarne Conversy i zeszła na dół.
-Czemu tak późno schodzisz? Spóźnisz się do szkoły.
-Nie bój się, zdążę. Co jest na śniadanie?
Mama wskazała głową na stół. Były na nim jajka, bekon, bułki, kakao z bitą śmietaną (takie jakie lubiła) i truskawki w czekoladzie. Usiadła na miękkim, czerwonym krześle i zaczęła jeść.
-Chciałabym z tobą porozmawiać. Ale to może zaczekać, aż przyjdziesz ze szkoły.
-Mam się bać?
-Nie - zaśmiała się Emily.
Dziewczyna spojrzała pytająco na mamę. Włożyła ostatni kęs do buzi i wstała.
-Idę już, pa.
-Pa córciu.
Meg założyła swój ulubiony płaszcz, który dostała od mamy.
Wzięła torbę i wyszła.
***
Budynek szkoły mieścił się w samym centrum miasteczka Skyhigh. Wyglądał tak jak każdy inny. Na parkingu stały ekskluzywne samochody bogatych uczniów. Tych trochę biedniejszych nie stać było na kupno własnego auta, więc przyjeżdżali na rowerach lub rodzice ich odwozili.
Społeczność szkolna była podzielona na pewne grupy. tych popularnych i bogatych oraz nielubianych i biedniejszych. Meg "zaliczała się" do tej drugiej kategorii.
Gdy powoli weszła do szkoły, zauważyła Anabelle. Miała na nosie niebieskie okulary, dżinsy i koszulkę z napisem "look out". Uśmiechnęła się szeroko do niej. Aparat Bell zalśnił w blasku jarzeniówek.
Była jej najlepszą przyjaciółką... Cały czas była przy niej. Nawet wtedy kiedy dowiedziała się, że rodzice Anabelle nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym. Została sama. Na szczęście ciotka przygarnęła ją do siebie, ale często mówiła, że wolałaby mieszkać sama...
-Hej, co teraz masz ? - spytała Meg.
-Biologię, a ty ?
-Historię z panią Straighter.
W tej chwili zadzwonił dzwonek na lekcje. Dziewczyny wzięły książki z szafki i każda rozeszła się w swoją stronę.
 

 
Rozdział 1
Meg wróciła do domu. Przy otwieraniu drzwi jej blond grzywka opadła na zielone oczy. Nie mogła trafić kluczami do dziurki. Gdy jej się udało, weszła bezszelestnie do domu. Tak przynajmniej się jej zdawało...
-Gdzie byłaś tyle czasu? Umawiałyśmy się, że będziesz w domu o dziesiątej!
-Spóźniłam się tylko pół godziny... Przepraszam, powinnam zadzwonić.
-Tak powinnaś. Ale przyjmuje przeprosiny. Tylko żeby to był ostatni raz.
-Dobrze, dziękuję.
Pocałowała mamę w policzek i poszła na górę do swojego pokoju. Księżyc oświetlił fioletowe ściany. Ściągnęła swoje czarne Conversy, sweterek i położyła się na łóżku. Włączyła swojego laptopa. Zobaczyła, że ma wiadomość od Anabelle - najlepszej przyjaciółki.
Anabelle: I jak mama ? Dostało ci się ?
Meg: Nie, na szczęście... a tobie ?
Anabelle: Nie... chyba nawet nie zauważyli, że mnie w domu nie było
Meg: To dobrzedo zobaczenia w szkole
Zerknęła przez okno i wydawało jej się, że kogoś widzi na balkonie. Zobaczyła czarną postać, która biegnie przez ogród. "Nie, wydawało mi się. Mam omamy".
Położyła się z powrotem, odłożyła laptopa i włączyła swojego iPoda. Cały czas myślała o tej postaci... Pewnie jej się coś przywidziało. Zasnęła nawet nie wiedziała kiedy...